środa, 14 stycznia 2026

Dowcipy sprzed lat: część 68

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest nr 10/1993 miesięcznika "Dobrego Humoru". Wówczas to po raz pierwszy w historii tematem przewodnim były dowcipy o zakupach, a więc czynności, która wykonywana jest przez każdego z nas. Zapraszam do przeglądania.

Numer, który kosztował 3 000 zł, liczył sobie 16 stron i tak pozostanie już na wiele, wiele lat. W środku pięćdziesiąt żartów w głównej tematyce, wstępniak, zagadka, konkurs z wyszukiwaniem w zdaniach nazw produktów reklamowanych w TV, strona poświęcona miesięcznikowi "103 najlepsze dowcipy", Dowcip miesiąca (sześć żartów), reklamy TV na wesoło (sześć żartów), antyreklamy TV na wesoło, wierszyki o DH, humor z zeszytów, a na ostatniej stronie komiks. Całość (nie licząc komiksu) zilustrowana 14. rysunkami, po raz pierwszy jednak autorem był nie tylko Szczepan Sadurski. Niestety, autorzy nie są podani z imienia i nazwiska (czasem samo nazwisko, m.in. dwukrotnie Wilczkiewicz), więc nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, kto ile narysował.

Poniżej wszystkie żarty o zakupach, które ukazały się w październiku 1993 roku. Ze względu na zabrudzenia okładka była, pod względem kolorystycznym, genetycznie modyfikowana.

*     *     *

- 10 tysięcy za kilo cebuli? - dziwi się klientka sklepu warzywniczego. 
- Nic na to nie poradzę - odpowiada sprzedawca. - Transport ostatnio podrożał.
- A co, ta cebula dojeżdża do sklepu swoim samochodem?

Babcia wysyła dziadka do sklepu:
- Kup kilo cukru i kostkę masła
Po godzinie dziadek wraca i wyjmuje z siatki pomidory i kaszę mannę. Babcia wściekła:
- Ale ty masz sklerozę! Przecież mówiłam, żebyś kupił chleb i sól!

- Cy jest kiełbasa?
- Tak, jest beskidzka.
- Bez cego?

Czterej pancerni wchodzą do sklepu. Sprzedawca spogląda na nich, w końcu pyta:
- A gdzie pies?

Do kiosku podchodzi facet i głośno mówi:
- Zapałki poproszę!
- Co się pan tak drzesz?! - denerwuje się kioskarka. - Nie jestem głucha. Z filtrem czy bez?

Do przekupki handlującej na targu podchodzi kobieta i pyta:
- Czym pani karmiła te kury?
- Czemu się pani pyta?
- Bo też chciałabym tak schudnąć!

Do sklepu na wsi wchodzi chłop i pyta:
- Czy są gwoździe?
- Nie ma
- A grabie?
- Nie ma.
- To może wiadra?
- Nie, nie ma.
- To dlaczego nie zamkniecie sklepu?
- Bo kłódek też nie ma.

Do sklepu obuwniczego wchodzi klientka i mówi:
- Chciałabym jakieś tanie, modne i mocne buty.
Sprzedawca:
- Ja też.

Do sklepu wbiega kobieta i woła:
- Poproszę pułapkę na myszy! Ale szybko, bo chciałabym jeszcze złapać autobus!
- Proszę pani, takich wielkich pułapek nie mamy!

Do sklepu wpada facet z pończochą na głowie i pistoletem w ręku. Na ladzie przy kasjerce kładzie karteczkę z napisem: "To jest napad!"
Kasjerka bierze długopis i dopisuje na kartce: "A to jest sklep z konfekcją."

Do sklepu z artykułami metalowymi przychodzi robot:
- Poproszę arkusz blachy falistej
- Do czego panu blacha falista?
- Żona chce sobie zrobić plisowaną spódnicę!

Do sklepu z odzieżą przychodzi facet:
- Poproszę jedną sukienkę.
- Jaki rozmiar?
- Wszystko jedno.
- Jaki fason?
- Wszystko jedno.
- A jaki kolor?
- Wszystko jedno, żona i tak przyjdzie ją wymienić!

Dwóch Żydów otworzyło na jednej ulicy sklepy. Pierwszy nad swoim sklepem wywiesił szyld: "Tu kupisz najtaniej", drugi wywiesił szyld: "Tu kupisz najlepszy towar". Po tygodniu trzeci Żyd otworzył kolejny sklep, mieszczący się pomiędzy sklepami konkurentów i wywiesił nad nim szyld: "Główne wejście".

Ekspedientka pyta właściciela sklepu:
- Dlaczego kazał pan zawiesić w sklepie to wielkie lustro?
- Żeby klientki patrzyły na lustro, nie na wagę.

Facet kupuje herbatę.
- A jaka ma być? - pyta sprzedawca. - Chińska, indyjska, angielska, gruzińska?
- Niech mnie pan do polityki nie miesza. Poproszę kawę zbożową!

Facet kupuje w sklepie meblowym tapczan. Zastanawia się, czy kupić tapczan z drzewa dębowego czy sosnowego.
- Niech pan kupi dębowy - doradza sprzedawca. - To bardzo solidny mebel, można w nim przespać nawet 20 lat!
- Nie chce mi się aż tak bardzo spać. Poproszę raczej o ten sosnowy...

Fąfara chce kupić koszulę, jednak nie może zdecydować się na odpowiedni kolor. Zniecierpliwiony sprzedawca w końcu proponuje:
- A może chce pan taką samą, jaką ma pan na sobie?
- O, to, to. Ale żeby była czysta!

Fąfara wpada do księgarni i sapiąc, pyta sprzedawcę:
- Czy to pan sprzedawał wczoraj mojej żonie książkę kucharską?
- Ja, a co się stało?
- Zaraz pan się dowie! Idziemy do mnie na obiad!

Halinka poszła z mamą na zakupy. W sklepie pończoszniczym mama pyta:
- Czy są rajstopki na cztery latka?
Po kupieniu rajstop przyszła kolej na parasol dla babci. Halinka prosi ekspedientkę:
- Chcieliśmy jeszcze parasolkę na 57 lat!

- Halo?
- Sklep obuwniczy, słucham?
- Przepraszam, pomyliłem numer...
- Nic nie szkodzi. Niech pan wpadnie, wymienimy!

Klient podaje ekspedientce reklamówkę i prosi o jej zważenie. Ekspedientka kładzie ją na wadze i po chwili mówi:
- Kilo czterdzieści. A co jest w środku?
- Dwa i pół kilo kiełbasy, którą sprzedała mi przed chwilą pani koleżanka z sąsiedniego stoiska.

Klient przychodzi do sklepu zoologicznego z reklamacją:
- Przed miesiącem kupiłem tutaj żółwia. Miał podobno żyć sto lat, tymczasem wczoraj zdechł.
- Widocznie wtedy, gdy go pan u mnie kupował, miał już 99 lat i 11 miesięcy...

Klient pyta ekspedientkę w jednym ze stoisk domu towarowego:
- Wczoraj kupowałem tutaj ten młotek. Czy mógłbym go wymienić?
- Za ciężki?
- Nie, w sam raz, ale nie trafia w gwóźdź.

Klient w domu towarowym:
- Jest pani dziś pierwszą ekspedientką, którą widzę uśmiechniętą!
- Pan wybaczy, ale akurat przypomniał mi się dowcip z "Dobrego Humoru"

Klientka do ekspedientki:
- Chciałabym przymierzyć tę niebieską sukienkę na wystawie.
- Bardzo proszę, ale czy nie woli pani raczej skorzystać z przymierzalni?

Klientka kupuje drogie futro. Kasjerka licząca banknoty pyta:
- Dlaczego one są takie wilgotne?
- Kiedy mąż mi je dawał, szlochał jak dziecko!

Mała Bożenka w sklepie mówi do mamy:
- Mamusiu, kup mi tę dużą śpiącą lalę!
- Cicho, mała. To nie lala, to pani sprzedawczyni!

Mama Jasia przychodzi do warzywniaka z pretensjami.
- Wczoraj wysłałam tutaj synka po 5 kilo jabłek i za tyle pani zapłacił. Kiedy zważyłam jabłka w domu, były tylko 4 kilogramy!
- A czy zważyła pani synka?

Mama szykuje się do przyjęcia imieninowego i wysyła Jasia do sklepu, aby kupił rodzynki do ciasta. Jasio wracając ze sklepu spotkał kolegę i zjedli wszystkie rodzynki. Kolega dał mu więc garść śrutu. Jasio dał mamie śrut, a ona dodała go do ciasta zamiast rodzynek. Przyjęcie udało się wspaniale, wszystkim ciasto smakowało. Nazajutrz mama Jasia zaczepia na ulicy sąsiadkę.
- Jak tam, pani Wiśniewska, po wczorajszych imieninach u nas?
- Aaa, dziękuję, świetnie. Tylko jak mąż rano pryknął, to kota zastrzelił!

Młoda dziewczyna przychodzi do sklepu spożywczego z książką kucharską.
- Proszę pan, mam dziś upiec pierwsze w swoim życiu ciasto! Poproszę więc...
W tym momencie dziewczyna zagląda do książki kucharskiej.
- Kilo mąki, trzy czwarte kostki masła, pół kilo cukru, trzy żółtka, szczyptę soli, garść rodzynek....

Na bazarze faceta zaczepia handlarz używanymi meblami:
- Kup pan szafę!
- Na co mi szafa?
- Powiesi pan w niej ubranie
- I co, będę chodził nago?

Na targu Fąfarowa podchodzi do przekupki sprzedającej jajka
- Poproszę 20 jajek, ale żeby były od czarnej kury!
- Od czarnej? Jak rozpoznać jajka od czarnej kury?
- Ja rozpoznam! - powiedziała Fąfarowa i wybrała sobie największe jajka!

Na targu w Chełmie chłop zachwala swoją kobyłę:
- Jest szybka jak wiatr. Wsiądziesz pan na nią w Chełmie o trzeciej nad ranem, a o piątej będziesz pan w Lublinie!
- To nie dla mnie - odpowiada kupujący. - Co ja będę robił o piątej nad ranem w Lublinie?

Podchodzi facet do kiosku ruchu
- Poproszę najnowszy "Dobry Humor"
- Będzie dopiero po obiedzie.
- Ja już jadłem obiad.

Przychodzi baba do sklepu mięsnego i pyta rzeźnika:
- Czy ma pan mózg?
- Nie mam.
- To dlatego ma pan taki głupi pysk...

Przychodzi facet do sklepu spożywczego i prosi o chleb ważący jeden kilogram. Sprzedawca bierze chleb i kładzie go na wadze. Waży tylko 85 deka. Sprzedawca:
- Waży trochę mniej, ale będzie panu lżej nieść. Płaci pan 5 900 zł
Facet bierze chleb i kładzie na ladzie 5 000 złotych
- Przecież miało być 5 900!
- To nic, będzie panu łatwiej liczyć!

Przychodzi facet do warzywniaka i pyta:
- Czy są pory?
- Konfekcja w sklepie obok!

Staje facet przy kiosku Ruchu i pyta:
- Do you speak english?
- Oh, yes.
- Marlboro!

Starszy pan robi zakupy w sklepie z bielizną.
- Chciałbym kupić biustonosz dla żony.
- Jaki kształt miseczek? A czy B?
- A co to znaczy?
- Faaon A ma kształt jabłka, a B - gruszki.
- To poproszę fason "kompot".

U rzeźnika:
- Poproszę kilo kawałków mięsa dla psa, ale chudych, bo mój mąż nie lubi tłustego.

W antykwariacie:
- Ile kosztuje ten paskudny budda z wykrzywioną gębą?
- Cśś. To mój szef!

W butiku klientka mówi do sprzedawcy:
- Chciałabym kupić sweter. Taki za pupę.
- Proszę pani, my tu sprzedajemy tylko za pieniądze!

W księgarni:
- Poproszę o jakąś książkę trzymającą w napięciu.
- Polecam panu podręcznik elektrotechniki!

W kwiaciarni znajomy pyta ekspedientkę:
- Dlaczego pani taka smutna?
- Ten młody człowiek, który codziennie od dwóch lat kupował u mnie duży bukiet róż, przed chwilą powiedział mi, że się żeni...

W sklepie cukierniczym Jasio mówi do sprzedawczyni:
- Poproszę mieszanki czekoladowej za tysiąc złotych.
Sprzedawczyni podaje dwa cukierki i mówi:
- Ale zmieszać to musisz sobie sam!

W sklepie papierniczym sprzedawca proponuje staruszkowi zakup pióra wiecznego. 
- Może i drogo kosztuje, ale za to producent daje każdemu klientowi gwarancję do końca jego życia.
- To nie dla mnie, mam już 80 lat. Poproszę o coś tańszego.

W sklepie tekstylnym jedna z klientek grymasi:
- Chciałabym kupić materiał na sukienkę, w kolorze kawy z mlekiem.
Ekspedientka:
- Z cukrem, czy bez?

W sklepie z antykami Fąfara ogląda stare obrazy, w końcu pyta sprzedawcę:
- Kim jest ta para w strojach z epoki Ludwika XIV?
- To są przodkowie.
- Czyi?
- Jeśli kupi pan obraz, będą pańscy!

Wpada facet do sklepu i mówi:
- Poproszę bochenek chleba.
- Jasnego, czy ciemnego?
- Wszystko jedno. To dla ślepego.

Wywieszka przy wejściu do sklepu:
"Jestem na obiedzie. Jeśli nie wrócę do 15-ej, to znaczy, że zostałem na kolacji."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz ukaże się po zatwierdzeniu przez administratora. Uwaga - niedopuszczalne jest umieszczanie w polu "autor" adresu internetowego.