sobota, 10 maja 2014

Drzewko szczęścia

   Przez wiele lat mogliśmy obserwować w telewizji mnóstwo teleturniejów i programów interaktywnych, czyli z udziałem widzów. Zdecydowaną większość łączyły dwie kwestie - połączenie kosztujące krocie i trudność z "trafieniem na otwartą linię".
   Jednym z prekursorów teleturniejów interaktywnych był program o nazwie "Drzewko szczęścia". Emitowany był w Polsacie pod koniec lat dziewięćdziesiątych (pojawił się w 1995 lub 1996 roku). Początkowo trwał kilka minut, potem był to program ok. 20-25 minutowy. Pojawiał się chyba codziennie, jakoś po południu (pamiętam, że bywał i przed 18 i ok. 15.30 i jeszcze wcześniej, pewnie więc zmieniali porę jego emisji). Prowadzili go Krzysztof Wanio i Katarzyna Wyszomirska.
   Znaleźć informacje o programie "Drzewko szczęścia" jest niemal niemożliwe, a przyznam, że nie pamiętam dokładnie jednej kwestii. Ogólnikowo wyglądało to tak - uczestnik dzwonił do programu, a jego zadaniem było wybrać właściwą drogę na drzewku szczęścia. Szansa na trafienie wynosiła 50 procent, bowiem za każdym razem uczestnik wybierał drogę w lewo lub prawo. Aby jednak dojść do szczytu drzewka trzeba było podjąć prawidłową decyzję bodaj trzy razy (w końcu drzewo ma różne gałęzie...). W przypadku błędnego wyboru na drzewku pojawiała się "właściwa droga". Do wygrania były drobne kwoty pieniężne, które można było później zwiększyć (ale i chyba zmniejszyć). Wystarczyło zagrać w zaproponowaną grę przez prowadzącego. W internecie krąży krótki filmik właśnie z jedną z takich gier - wybór jednego z czterech pudełek, na których napisane były różne kwoty pieniężne. Pudełka były w czterech kolorach, a dzwoniący mówi, że ma czarno-biały telewizor...
   Jedyne czego nie pamiętam, to czy przy okazji kolejnych wyborów na drzewku uczestnicy musieli odpowiadać na jakieś pytania. Pamiętam natomiast, że wielu moich znajomych uważało ów teleturniej za oszustwo, bo przecież kto udowodni, że gra nie jest ustawiona i że w ostatniej chwili ktoś nie zmieniał przebiegu drogi po drzewku. Tak czy inaczej choć ów teleturniej nie był wybitny i porywający, w porównaniu z tymi, które teraz możemy oglądać w telewizji (mowa o teleturniejach interaktywnych) był o wiele ciekawszy. Teraz bowiem na przykład przez 15 minut trzeba wysłuchiwać głupot wygadywanych przez prezenterkę, bo akurat jest czas zarabiania hajsu i nikogo nie wpuszczają na antenę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz