sobota, 11 maja 2013

O co chodzi?

   Dziś o kolejnym zapomnianym teleturnieju, za którym ja akurat przepadałem, a przynajmniej za początkowymi odcinkami.
   Teleturniej był emitowany... w dwóch stacjach. Nie pamiętam dat, ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych (zdaje się, że w 1998 lub 1999) można było go oglądać w TVP 1 (chyba w soboty po Teleexpressie), zaś w 2000 roku emitowała go stacja TVN (w niedzielne popołudnie, ok. 13-13.30). To teleturniej "O co chodzi?" prowadzony przez Agnieszkę Wróblewską.
   Jakie były zasady? Najkrócej rzecz ujmując chodziło o rozwiązywanie rebusów. Pokazany był obrazek, albo też krótka animowana scenka, która przedstawiała jakieś przysłowie, powiedzenie lub związek frazeologiczny. Zadaniem uczestników (rywalizowały ze sobą dwie osoby) było odgadnięcie, o co chodzi w tym obrazku. Przykładowe hasła: "Ni pies, ni wydra", "co dwie głowy, to nie jedna", "bujać w obłokach", itp.
   W wersji TVN w finale zawodnik musiał odgadnąć w ciągu minuty pięć haseł, które utworzą linię na diagramie. Jeśli mu się udało, wygrywał nagrodę główną (nie pamiętam, co nią było - podobno jakaś wycieczka). Jeśli nie, do puli pieniędzy zgromadzonej podczas poprzednich rund otrzymywał pieniądze za każde odgadnięte hasło (nie były to wielkie kwoty). Jeśli zawodnik stwierdził, że nie uda mu się ułożyć linii, mógł po prostu odgadnąć inne hasła, żeby zarobić pieniądze.
   Teleturniej podobał mi się przede wszystkim dlatego, że można było wraz z uczestnikami pobawić się w zgadywanie haseł, że teleturniej zmuszał do wysiłku umysłowego. Szkoda, że zarówno w TVP 1 jak i na TVN emitowany był przez zaledwie kilka miesięcy. I jak to często bywa w przypadku ciekawych programów, ciężko znaleźć cokolwiek w internecie na temat tego teleturnieju. Choćby jakiegoś zdjęcia, czy fragment odcinka. A szkoda, bo ja na przykład chętnie bym sobie przypomniał ów program.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz