piątek, 12 września 2014

Szalone liczby

   Dziś o teleturnieju dla dzieci, który pojawiał się swego czasu w TVP 2. Nazywał się Szalone liczby, emitowany był w latach 1995-1999 w soboty około 19.30, a prowadzącymi byli January Brunov i Daria Trafankowska, zwana Dusią.
   W teleturnieju udział brała trójka dzieciaków. Każda z nich otrzymywała czapeczkę w kolorze żółtym, czerwonym lub niebieskim, w zależności od tego, które stanowisko przypadło danemu uczestnikowi. Teleturniej polegał na rozwiązywaniu różnego rodzaju zadań i łamigłówek matematycznych. Składał się z kilku rund.
1) Mniej lub więcej, w której należało oszacować, ile jest czegoś (np. kart w piramidzie). Jeśli ktoś wytypował poprawny wynik lub zmieścił się w marginesie błędu (zwykle niewielkim), otrzymywał 50 punktów. Większe pomyłki oznaczały np. 40, 30 lub 20 punktów. Tę ostatnią punktację przyznawano uczestnikowi, który podał liczbę mniejszą od najmniejszej lub większą od największej spośród tych, które wyświetlały się na specjalnym wskaźniku.
2) Jak to policzyć. Działanie matematyczne. Uczestnicy byli informowani, że zadaniem na dziś jest np. uzyskać jak najmniejszą sumę, jak najwyższą różnicę, itp. Następnie przy pomocy specjalnego urządzenia zatrzymywanego magicznym słowem stop losowano pięć cyfr, które uczestnicy wstawiali w wybrane przez siebie puste pole (działanie pod kreską, np. XXX - XX =; gdzie iks oznacza puste pole). Raz wpisanej cyfry nie można było skreślić i zmienić. Ten, kto uzyskał najwyższy wynik otrzymywał 40 punktów, kolejne miejsca zaś to 30 i 20 punktów, jeśli zaś ktoś się pomylił w liczeniu, tracił pięć punktów.
3) Skacz, licz, wygraj - na podłodze znajdowała się tablica w kształcie rombu. Składała się z połączonych ze sobą w odpowiedni sposób pól, na których napisane były liczby, a przed nimi plus lub minus. Zadaniem każdego uczestnika było przejść tę planszę, wykonując działania w taki sposób, by na mecie uzyskać wynik wskazany przez prowadzących lub jak najbliższy wymaganemu wynikowi. Za każdą pomyłkę w liczeniu odejmowano pięć punktów. Wskazywano również wynik, jakiego nie było wolno przekroczyć na mecie - za jego przekroczenie odejmowano również pięć punktów. Osoba będąca najbliżej wymaganego wyniku otrzymywała 40 punktów, kolejne zaś 30 i 20 punktów. Ważna uwaga - stojąc na jakimś polu zawodnik miał jedynie dwie drogi do wyboru.
4) Szaleńcze wyzwania - runda składająca się z trzech części-rund. W dwóch przedstawiane było zadanie, na które odpowiedzi musieli udzielić dwaj tzw. pomocnicy (lub też prowadzący). Każdy z nich dawał inną odpowiedź, a zadaniem uczestników teleturnieju było ocenić, kto ma rację (mogło się zdarzyć, że obydwoje mają rację lub obydwoje racji nie mają). Za prawidłowe ocenienie obydwu odpowiedzi otrzymywało się 40 punktów, za jedną 20. Zwykle uczestnik lub tzw. pomocnik wyjaśniał, dlaczego odpowiedź jest taka a nie inna.
   Trzecia runda szaleńczych wyzwań była jednak już inna. Każdy z uczestników wybierał, za ile punktów chce odpowiadać (od 10 do 60), następnie losował dla siebie zadanie i starał się je rozwiązać. Jeśli mu się udało, zarabiał tyle punktów, ile wybrał, jeśli nie - tyle tracił.
   Osoba, która na koniec programu zdobyła najwięcej punktów - wygrywała (w przypadku remisu ogłaszano dwóch zwycięzców, a mogło być i trzech, choć nie wiem, czy kiedyś tak się zdarzyło). Nagrody nie były wielkie - na przykład rolki. Co ważne, każdy coś otrzymywał, nawet dzieciak, który zajął ostatnie miejsce. Każdy też dostawał specjalny dyplom.
   Lubiłem oglądać ten program, bo lubiłem pogłówkować nad zadaniami matematycznymi. Miałem jednak przejścia z rodzicami - wszak w tym czasie na jedynce leciały Wiadomości i ciężko było im uzmysłowić, że nie warto ich oglądać, że nic ciekawego nie powiedzą i że lepiej pogłówkować nad zadaniami matematycznymi. Choć zdaje się, że pod koniec program był puszczany przed południem, ale tego akurat dokładnie nie pamiętam... Charakterystycznym elementem-zwierzęciem dla programu był bóbr, który zawsze pojawiał się na planszach zapowiadających kolejne rundy, to także on, a raczej osoba podkładająca głos często przedstawiała jedno z zadań.
   A fragment programu można znaleźć na przykład w tym miejscu.

2 komentarze:

  1. Czasami zamiast "Skacz, licz, wygraj" pojawiała się runda "Komputerowy Labirynt Plusika"

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętałam Januarego i Dusię (ładnych parę lat temu p. Trafankowska zmarła, i ku swojemu zdziwieniu pamiętałam osobę, nazwisko i twarz, ale nie mogłam sobie przyporządkować skąd to osobę kojarzę). Pamiętam, że bardzo lubiłam to oglądać, ale u mnie w domu też przegrywało z "Wiadomościami".

    OdpowiedzUsuń