sobota, 12 kwietnia 2014

Awantura o kasę

   Teleturniej Awantura o kasę pojawiał się w telewizji w latach 2002-05. Oczywiście później leciały powtórki, ale we wspomnianych latach emitowano premierowe odcinki. Emitowany był na Polsacie, a prowadzącym, jak zresztą większość programów w tej stacji był Krzysztof Ibisz. Wydaje mi się, że program był emitowany ok. 19 w poniedziałki, środy i piątki.
   Teleturniej składał się z dwóch rund. W pierwszej rywalizowały trzy zespoły - zieloni, żółci i niebiescy. Każdy zespół otrzymywał na starcie 5 tysięcy złotych. Prowadzący zadawał maksymalnie sześć pytań. Przed zadaniem kolejnego pytania kręcił kołem i losował kategorię, z jakiej zadane zostanie pytanie. Po wylosowaniu kategorii Ibisz wygłaszał formułkę, która brzmiała mniej więcej tak: "Biorę po 200 zł z konta każdego zespołu i słucham państwa.". Po czym następowała licytacja. Kto za dane pytanie dał najwięcej, odpowiadał na nie. Odpowiedział dobrze, pieniądze z puli trafiało na jego (zespołu) konto, zła odpowiedź - pieniądze pozostawały w puli do następnego pytania. Co ważne - zakładając, że jedni dali tysiąc, drudzy zaś 1100, do puli trafiały obydwie kwoty.
   W przypadku gdy wylosowana została podpowiedź, można było ją wylicytować na takich samych zasadach jak odpowiedź na pytanie. Do drugiej rundy kwalifikowała się tylko jedna drużyna, ta, która miała po sześciu pytaniach najwięcej pieniędzy na koncie. Oczywiście gra mogła skończyć się wcześniej, jeśli dwie drużyny zbankrutowały, to znaczy nie zostało im już nic na koncie. W przypadku remisu po wszystkich seriach pytań zarządzano dogrywkę (dodatkową kategorię). Jeśli na ostatnie pytanie nie odpowiadali ci, którzy weszli do drugiej rundy, a zespół, który odpowiadał, udzielił błędnej odpowiedzi, pieniądze z puli trafiały na konto zwycięzców pierwszej rundy.
   W drugiej rundzie rywalizowały dwa zespoły - zwycięzcy pierwszej rundy i zwycięzcy poprzedniego odcinka (tzw. mistrzowie). Zadawano znów sześć pytań. Pretendenci zaczynali rywalizację z kwotą, z jaką zakończyli poprzednią rundę. Mistrzowie zaś z kwotą, z jaką weszli do finału w odcinku, w którym po raz pierwszy wygrali. Zasady licytacji takie same, z tym, że na kole zamiast pola "podpowiedź" pojawiło się pole "Czarna skrzynka". Mogło być tam wszystko - wysoka wygrana, samochód (albo kilka), albo też na przykład złotówka lub... ogórek. Licytowanie jej było więc obarczone ryzykiem.
   Innym nowym polem było "Jeden na jednego". Rywalizowały ze sobą po jednym przedstawicielu z każdej drużyny. Na początku na tablicy pojawiało się siedem możliwych kategorii pytań, naprzemiennie uczestnicy eliminowali po trzy kategorie i odpowiadali na pytanie z kategorii, która pozostała na tablicy. Ibisz zadawał pytanie, kto pierwszy się zgłosił, odpowiadał na nie. Dobra odpowiedź, rywal siada na ławkę kar i nie uczestniczy w dalszej grze, osłabiając zespół. Zła odpowiedź - siada na ławkę odpowiadający. Jeśli nikt się nie zgłosi, siadają obydwaj. Każdy zespół mógł później odkupić uczestnika swojej drużyny. Runda warta była tysiąc złotych - po 500 zł z puli każdego zespołu.
   Oczywiście gra mogła skończyć się wcześniej, jeśli któryś z zespołów zbankrutował lub nie mógł uczestniczyć w licytacji - na koncie pozostawało mu zbyt mało pieniędzy. Również jeśli któryś zespół zagrał va banque podczas licytacji czarnej skrzynki - także odpadał. Jeśli program wygrał zespół pretendentów, to on w kolejnym odcinku stawał się zespołem mistrzów. Remis oznaczał dalsze uczestnictwo dotychczasowych mistrzów.
   I jeszcze jedna reguła, którą prowadzący miał prawo zastosować, najczęściej podczas ostatniego pytania. Otóż mógł dołożyć do puli pieniężnej określoną kwotę, która pozwalała zespołowi słabszemu na wygranie programu. Charakterystyczną cechą był strój mistrzów - czarne togi i nakrycia głowy (znane z filmów, gdy akcja dzieje się na jakiejś uczelni).
   I jeszcze słowo o kategoriach pytań. Było ich aż 31, a wśród nich takie jak fizyka, chemia, polska muzyka rozrywkowa, wędkarstwo, piłka nożna, film polski, przysłowia czy sztuka kulinarna. Teleturniej "Awantura o kasę" był, co rzadko się u nas zdarza, polskim pomysłem. Licencja kilka lat temu została sprzedana do Nowej Zelandii, gdzie teleturniej pojawił się pod nazwą "Cash battle". Program miał swoich wielbicieli, na mnie jednak nigdy nie zrobił wielkiego wrażenia.
   No i jeszcze jedno - każdy zespół składał się z czterech osób.

1 komentarz:

  1. "Awantura o kasę" nie tak dawno była powtarzana na jakiejś polsatowskiej stacji - trafiłam przypadkiem. Nie wiedziałam, że pomysł był polski - bardzo fajnie, bo akurat ten program lubiłam. Pamiętam zespół mistrzów - gromadka samych starszych panów, którzy okupowali to stanowisko przed bardzo długi czas, aż do momentu, kiedy stało się to bardzo irytujące. Podobał mi się sposób prowadzenia tego programu przez Ibisza - jako gospodarz programu dużo lepiej sprawdza się, kiedy ma możliwość zagadać, wprowadzić trochę wątpliwości, przyspieszyć czy opóźnić decyzję. W programach, gdzie scenariusz jest bardzo sztampowy i jego zadaniem jest tylko ograniczanie się do oklepania formułki, jakby prezentował produkty w telezakupach wypada fatalnie. Przeciwieństwem jest chyba K. Strasburger ;)

    OdpowiedzUsuń