sobota, 7 września 2013

Wyprawa Robinson

   Nie oglądałem tego programu w momencie, gdy był puszczany w telewizji. Kilka miesięcy temu znalazłem jednak odcinki w internecie, postanowiłem więc się z nim zapoznać. Nie znałem rozstrzygnięcia (jakoś wcześniej mnie to nie interesowało), z tym większym zaciekawieniem zasiadłem więc przed kolejnymi odcinkami. No i muszę przyznać, że program nie powalił mnie na kolana. Tym niemniej wiem, że ma on spore grono fanów, Wyprawa Robinson będzie więc bohaterem dzisiejszego wpisu.
   Program był emitowany przez stację TVN w 2004 roku. Według wielu źródeł program był najdroższym przedsięwzięciem telewizyjnym tej stacji (przynajmniej wówczas, gdy był kręcony), cztery razy droższy od Agenta. Spośród wielu kandydatów (podobno aż 20 tysięcy osób zgłosiło się na castingi) wybrano szczęśliwą osiemnastkę - dziewięć kobiet i dziewięciu mężczyzn, którzy następnie udali się na dwie bezludne wyspy. Uczestnicy zostali bowiem na początku podzieleni na dwie grupy (żółtą i zieloną). Przez cały czas pobytu na wyspie sami musieli o siebie dbać - zdobywać i przyrządzać pożywienie, organizować legowisko, organizować sobie czas, itp. Oczywiście wszystko działo się pod kontrolą, czuwali specjaliści, lekarze, itp. Nie przebywali jednak z uczestnikami na wyspie, ale przybywali, jeśli zaszła taka potrzeba.
   Wyspy zwały się Tengah i Rapang. Uczestnicy mieli obowiązek brać udział w konkurencjach. Konkurencje toczyły się o dwojakiego rodzaju nagrody. W każdym lub prawie każdym odcinku obserwowaliśmy więc konkurencje o żywność (albo np. łóżko), a także o nietykalność. Najczęściej były to konkurencje fizyczne, ale zdarzały się też łamigłówki, czy też tzw. "szczęśliwy los". Do tego ostatniego grona zaliczyłbym konkurencję, w której uczestnicy odsłaniali bodaj muszelki, pod którymi kryło się coś, co musieli zjeść (mogła to być cytryna, ale równie dobrze jakiś robak). Kto nie zjadł tego co znalazł, albo odkrył puste pole, przegrywał. Wyjątkiem był moment, gdy na placu boju pozostały dwie osoby i w danej kolejce obydwie znalazły puste pola.
   Na początku uczestnicy walczyli o nietykalność dla własnej grupy. Po połączeniu dwóch grup w jedną, nietykalność wygrywała tylko jedna osoba. Dodam jeszcze, że grupa, w której znalazł się Wincenty, miała bardzo dobrze. A to dlatego, że ten potrafił zrobić naprawdę wiele, choćby sztućce. 
   Co mnie wkurzało w tym programie? Eliminacje, które polegały na tym, że uczestnicy wskazywali, kogo chcieliby się z wyspy pozbyć. Po połączeniu grup powstały układy i układziki, by eliminować ludzi z innych grup, potem faceci próbowali się dogadać między sobą, by wyeliminować dziewczyny. Ostatecznie jednak (na całe szczęście) wszelkie spiski nic nie dały, a w wielkiej trójce znalazły się trzy kobiety. Zwycięstwo odniosła Kasia, którą na początku nikt nie traktował poważnie, nie podejrzewał o to, że może powalczyć o zwycięstwo w programie, uważano ją raczej za maskotkę tego programu. Tymczasem pod koniec Kaśka udowodniła, że potrafi walczyć i to ją uczestnicy, którzy odpadli wcześniej, wskazali jako zwycięzcę (stosunek głosów 6:1). Dla ścisłości - głosy oddawali ci, którzy odpadli w momencie, gdy istniała tylko jedna grupa.
   Zdarzyło się też, że uczestnik ze względu na stan zdrowia opuścił program (Magda), albo zrezygnował z innych względów (Łukasz).
   Od emisji wspomnianego programu minęło już dziewięć lat. TVN nie zdecydował się na nakręcenie drugiej edycji programu, stacja nie była zadowolona z wyników oglądalności. Trzy lata temu pojawił się na jednym z portali news o tym, że TVN jednak szykuje się do realizacji drugiej edycji, był to jednak tylko primaaprilisowy żart.
   Katarzyna Drzyżdżyk, zwycięzca polskiej edycji Wyprawy Robinson pochodzi z Żywca. Przedstawiana była w programie jako fotomodelka. Jak potoczyły się losy triumfatorki? Kasia po zakończeniu programu ukończyła studia i została dyplomowaną fizjoterapeutką. W 2005 roku wzięła udział w rozbieranej sesji dla Playboya. Przez pewien czas spotykała się z pływakiem Pawłem Korzeniowskim. W telewizji pojawiała się sporadycznie, np. w programie "Rozmowy w toku". W 2011 roku wzięła natomiast udział w programie "Wymiatacze". Obecnie jest od kilku lat w stałym związku, ma córeczkę Emilkę.
   A co z innymi uczestnikami? Finalistka, Patrycja Bokiej pracuje w Koszalinie w klubie fitness "Balans", Lidia Wasiak, miss Polonia z 1983 roku, wciąż mieszka i pracuje w Szczecinie. Jarosław Stolarczyk przez dwa lata (2009-2011) pełnił funkcję posła, zaś Wincenty Orłowski od czasu do czasu pojawia się na "gościnnych występach", organizuje dla dzieci zabawę w Robinsona, pokazując na przykład, w jaki sposób zdobyć coś do picia, czy też organizując różnego rodzaju konkurencje.
   Wyprawa Robinson nie jest oczywiście wymyślona u nas. Program powstał w Szwecji pod nazwą Expedition Robinson. W tym kraju powstało łącznie piętnaście edycji. W USA w tym roku powstała 26 i 27 edycja programu. Więcej niż dziesięć edycji nakręcono także w Danii (15 - Robinson Expeditionen), Francji (łącznie z edycjami specjalnymi również 15 - Koh-Lanta), Norwegii (14 edycji) i Holandii (15 edycji). Program jednak pojawił się w wielu innych krajach. Swoje edycje nakręcili m.in. Filipińczycy, Brazylijczycy, Wenezuelczycy, Ekwadorczycy, Kolumbijczycy, Azerowie, Pakistańczycy, Japończycy, Izraelczycy, Węgrzy, Rosjanie, Słowacy, Ukraińcy, Chorwaci, Gruzini czy Finowie.

5 komentarzy:

  1. Ostatnio dzięki magii internetu przypomniałam sobie ten program. Co ciekawe, wyspy, na których toczyła się rozgrywka należą do firmy, która wykupiła je na potrzeby tego formatu. Niedawno trafiłam na tą informację. Też nie przepadałam za tymi "przegadanymi" fragmentami programu, gdzie w ciągu 20 minut jedna osoba była w stanie przeprowadzić sto trzynaście dyskusji z pozostałymi uczestnikami i za każdym razem mijać się z tym co mówiła wcześniej. Wkurzał mnie ten Włoch, który jak się okazało później - bardzo polubił bywanie w telewizji. Za to magiczna sceneria egzotycznej wyspy i moim zdaniem bardzo dobrze dopracowane konkurencje były chyba najmocniejszym punktem. No i muzyka, muzykę pamiętam do dziś. Świetnie rozumiem, dlaczego pomysł na kolejne edycje nie przeszedł - program kosztował masę pieniędzy.

    Komu kibicowałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymałem przez chwilę kciuki za Wincentego, głównie dlatego, że nie zajmował się leżeniem i dyskusjami, ale starał się coś praktycznego zrobić. A potem już tylko chciałem, żeby poodpadali faceci, bo wkurzało mnie ich kombinowanie i umawianie się, kto, kogo i dlaczego

      Usuń
  2. Zmawianie się jest chyba główną "atrakcją" tego typu programów. Z jednej strony to chyba naturalne, że zawodnicy, kiedy ich "być albo nie być" zależy od innych uczestników zaczynają kombinować i snuć intrygi. Z drugiej strony teraz podejście w "Agencie" (którego właśnie sobie przypominam) wydaje mi się o tyle ciekawsze, że tutaj ci ludzie nie musieli się nawet lubić, bo i tak nie od decyzji grupy zależało, kto odpada.

    Pamiętam, że za zabicie węża w WP była spora medialna afera. W sumie słuszna, ale chyba też pożądana z punktu widzenia twórców programu. Nie wiem, jak często taka zagrywka była stosowana w innych edycjach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy gdzieś to można teraz obejrzeć?

    Super recenzja, zachęciła mnie do szukania, lecz nie udało się.
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń